„W kinie, w Lublinie kochaj mnie!”

„W kinie, w Lublinie kochaj mnie!”

W kinie, w Lublinie kochaj mnie! – refren tej popularnej piosenki zainspirował mnie do wydobycia z mroku dziejów najpiękniejszych historii miłosnych naszego miasta. Powstał w ten sposób spacer po Lublinie dla zakochanych, tych którzy chcieliby się zakochać oraz dla zdeklarowanych singli, bez względu na wiek, narodowość, wyznanie i status społeczny, bowiem Amor kpi sobie z takich podziałów. W Lublinie nie mamy wprawdzie słynnego na cały świat balkonu kochanków z Werony ale u nas ludzie także kochali się na zabój, uciekali z domu, popełniali mezalianse i umierali z miłości. To w Lublinie zakochana, dziewiętnastoletnia aktorka kabaretowa Maria Pietrusińska, śpiewała do patrona Lublina: „Św. Antoni, św. Antoni, serce zgubiłam pod miedzą”! W Lublinie mieszkała też Anna Sierzpowska – modelka Modiglianiego. Tu właśnie Bolesław Prus ożenił się, Maria Dąbrowska miała romans z ułanem, Żeromski szukał kandydatki na żonę a Broniewski – swojej muzy. Czyżby obecność w jednym z lubelskich kościołów relikwii św. Walentego powodowała tę „kochliwą” atmosferę?… To możliwe, bowiem stare porzekadło mówi: toruński piernik a wódka gdańska, warszawski trzewik, lubelska panna. Przysięgły kawaler, Jan Onufry Zagłoba, w „Potopie” powiada : „Do Lublina i ja chętnie pojadę, bo tam białogłowy nad miarę gładkie i rzęsiste. Kiedy to która chleb krając bochenek o się oprze, to nawet na nieczułym kochanku skóra od kontentacji czerwienieje”.

Lublin czeka też na Państwa, serdecznie zapraszamy!